"Wieści Rolnicze" o polskim owczarstwie w rozmowie z Prezesem PZOw.
Tekst: Anna Malinowski
Zdjęcia: Anna Malinowski
Nie chcesz być baranem? Hoduj merynosy!
Ryszard Świętalski prowadzi hodowlę merynosów i chwali sobie jej opłacalność. Poza tym jest od 6 lat Prezesem Polskiego Związku Owczarskiego. Co sądzi o powiedzeniu „Kto ma owce, ten ma co chce”? Czy powinniśmy jeść więcej baraniny i dlaczego? Czy Fundusz Promocji Mięsa Owczego może pomóc w zwiększeniu popytu na jagnięcinę i baraninę? Czy wilki zagrażają hodowcom owiec? Po odpowiedzi na te i inne pytania, wybraliśmy się do Ryszarda Świętalskiego do Kowalewa Pomorskiego w województwie kujawsko-pomorskim.
Prezes Polskiego Związku Owczarskiego
Ryszard Świętalski jest hodowcą owiec oraz Prezesem Polskiego Związku Owczarskiego (PZO). Funkcję sprawuje od 6 lat. Czy z racji jego funkcji oraz bycia hodowcą owiec, jest coś do poprawienia w dziedzinie hodowlanej? - Teraz mieliśmy spotkanie i wyszliśmy z postulatem aby podnieść limity w rasach zachowawczych. Na pewno podniosło by to ilość owiec, bo jest dużo chętnych na zakładanie takich stad. No ale jest przepis unijny, który to reguluje. Myślę, że należałoby bardziej propagować zalety baraniny, aby zwiększyć jej popyt i spożycie. Jeśli chodzi o wełnę, to nie widzę możliwości aby coś się zmieniło w najbliższym czasie… - mówi pan Ryszard i dodaje: - O ile coś się w ogóle zmieni.
Czy PZO udało się przeprowadzić coś, z czego związek może być dumny? Na odpowiedz nie trzeba długo czekać. Zadaniem prezesa PZO, najważniejszym dokonaniem było przejęcie przez związek od Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi prac hodowlanych. Stało się tak 30 lat temu i dzisiaj można śmiało powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja. Na początku obawiano się, czy sprawdzi się pomysł przejęcia zadań, które wcześniej należały do Stacji Okręgowych, ale Ryszard Świętalski jest o tym przekonany mówiąc: - Wszystko prowadzone jest bardzo dobrze i związek wykonuje to wzorowo. Prowadzenie ksiąg hodowlanych i rozliczeń jest dla związku pracą zleconą przez ministerstwo. Myślę, że rolnicy pokazali, że potrafią zrobić porządną robotę! Poza tym opracowany program ras zachowawczych świetnie się sprawdza i wspomaga hodowlę owiec w Polsce. Pilotuje go Polski Związek Owczarski wraz ze związkami regionalnymi.
Mięsny merynos polski barwny
Ryszard Świętalski z zamiłowania jest hodowcą owiec rasy merynos polski barwny. Na jego stado składa się 70 matek, z czego 30 jest zarejestrowane jako rasa zachowawcza. Merynosy charakteryzują się dobrą mięsnością i dzięki tej cesze z hodowli merynosów da się żyć. - Tutaj zmieniło się na lepsze, bo podwyższono wagę sztuki w skupie do 50 kilogramów. Cena na dzień dzisiejszy wynosi 13-14 zł za kilogram żywej wagi. Oprócz tego jest dotacja do rasy zachowawczej 500 zł na rok od sztuki, za dobrostan 150 zł oraz tytułem jednolitej płatności do owiec 123 zł – wylicza hodowca owiec i dodaje, że na sprzedaż idą u niego przede wszystkim jagnięta, które w momencie sprzedaży osiągają wagę ok. 45 kilogramów. Mięsność tej rasy, w porównaniu np. z wrzosówką, jest bardzo wysoka.
Czy walory smakowe i odżywcze baraniny są również wyjątkowe? - Baranina jest jednym z najzdrowszym mięs i są na to badania. Owce żywione są paszami naturalnymi bez jakichkolwiek dodatków, bez antybiotyków, bez stymulatorów wzrostu… U nas ta tradycja żywienia jest trochę inna – mówi z przekonaniem Ryszard Świętalski.
W celu zwiększenie spożycia w naszym kraju mięsa owczego i jagnięcego powołany został Fundusz Promocji Mięsa Owczego. W jaki sposób jest tworzony i czy ma realny wpływ na zwiększenie spożycia mięsa jagnięcego? - Tak, fundusz jest pomocny, ale jest to niewielka kwota. Sprawdziłem, że w tym roku będzie to ok. 40 tyś zł. Nie jest to wiele ale na pewno można przeznaczyć je na tematyczne i promocyjne spotkania, aby ludzi przekonywać do spożywania baraniny w wyższym stopniu. Jest to jednak trochę zawiłe, ponieważ nie mogą wystąpić o te pieniądze związki regionalne. Chcemy, jako Polski Związek Owczarski, wystąpić z wnioskiem o zezwolenie na organizowanie spotkań promocyjnych razem ze związkami regionalnymi – wyjaśnia Ryszard Świętalski.
Zapytany o to, czy je chętnie baraninę, przyznaje, że owszem ale nie ubija jagniąt, bo jak mówi „żal tego jagniaka, gdy się koło niego chodzi” a poza tym żona powiedziała, że nie będzie przerabiała baraniny, więc co najwyżej pozostaje zamówić sobie coś z tego mięsa w restauracji.
Kto ma owce ten ma co chce?
Tak brzmiało powiedzenie z lat 70-tych. Czy jest ono nadal aktualne? - W tej chwili już nie jest aktualne. Spadliśmy z 5 milionów owiec do ok. 220 tysięcy i głównie są to owce z programu ras zachowawczych. Mamy też stada towarowe i stada pod kontrolą użytkowości – wyjaśnia Ryszard Świętalski. Zapytany o zasadność zmodyfikowania powiedzenie na „Kto ma owce ten jest baran” również uważa za nie do końca prawidłowe: - Aż tak źle może nie jest ale nie jest super dobrze. Dzięki programom udało nam się utrzymać to pogłowie na jakimś tam poziomie. Jakby nie było programów to prawdopodobnie pogłowie o wiele bardziej by spadło. Bez programu samo utrzymywanie owiec nie jest opłacalne.(…) Wszystko się praktycznie zmieniło: wełna to jest odpad – stwierdza pan Ryszard i podaje przykład punktu skupu wełny w Rawie Mazowieckiej, gdzie za kilogram wełny płacona jest złotówka i cała sprzedaż nie pokrywa nawet kosztów pracy strzygacza. Wydawać by się mogło, że wełna takich ras jak wrzosówka, świniarka, czarnogłówka czy owca nizinna nie ma porównania z wełną merynosów – na korzyść dla tych ostatnich, ale jednak tak nie jest. - Z wełny się nie żyje. Skóra z merynosa jest cienką skórą, ale nikt nie nosi kożuchów.
Wilk w owczej skórze
W ostatnich latach coraz częściej słyszy się o szkodach, jakie w stadach owiec powodują wilki. Z drugiej strony słychać, że wilków w Polsce jest nadal za mało. Jak to wygląda z punktu widzenia polskich hodowców? - Tak, to jest problem. Najwięcej ataków wilków jest na południu Polski. Byłem niedawno na spotkaniu z ministrem, który powiedział, że będzie nas popierał i wspomagał, chociaż wilki podlegają pod Ministerstwo Środowiska a nie pod Ministerstwo Rolnictwa… To jest też kwestia odszkodowań. Niektóre związki dobrze sobie z tym radzą np. górale, inne związki radzą sobie z tym gorzej… Musi przyjechać specjalista i stwierdzić, czy to był wilk, czy to pies zagryzł, czy zwierzęta były zabezpieczone. A strata jest, zwłaszcza jeżeli dotyczy to owcy z ras zachowawczych, bo hodowca jest rok stratny, bo na zamianę w programie może być zgłoszona sztuka, która ma rok i jest wykocona. Chcemy razem z Polskim Związkiem Łowieckim wystosować pismo do Ministerstwa Środowiska, aby pogłowie wilków było choć częściowo pod kontrolą. Czy to do ministra dotrze czy nie – nie wiemy, ale trzeba coś z tym zrobić – mówi z determinacją prezes Polskiego Związku Owczarskiego.
Może właśnie dlatego na pytanie, czego można mu życzyć odpowiada: - Chyba wytrwałości w całym tym działaniu.
link do wywiadu: https://www.youtube.com/watch?v=Umg-IoCtgk8








